Strona główna Małe dziecko Czy warto karać i nagradzać dziecko? – metoda kija i marchewki

Czy warto karać i nagradzać dziecko? – metoda kija i marchewki

Czy warto karać i nagradzać dziecko? - metoda kija i marchewki

Ile rodziców, tyle sposobów wychowywania dzieci. Często zachowujemy się w stosunku do swoich pociech intuicyjnie, stosujemy te metody, które wykorzystywali nasi rodzice. Jedne się sprawdzają, innymi bardzo szkodzimy. Do której kategorii należy zaliczyć karanie i nagradzanie dzieci?

W nagrodę i za karę

Każdy chce być doceniany. Zarówno dzieci, jak i dorośli. Często chwalimy pociechę, gdy zrobiła coś dobrze, włożyła w działanie wysiłek. Po cienkim lodzie zaczynamy kroczyć dopiero wtedy, gdy za posprzątanie zabawek proponujemy wyjście na lody, a za zjedzenie obiadu – lizaka. Trzeba zadać sobie pytanie, na jak długo takie „nagrody” starczą? I co zrobimy, gdy dziecko nie zje obiadu, bo nie jest zainteresowane lizakiem? Kara, choć może przynieść natychmiastowy skutek, wcale nie musi zrobić wrażenia na każdym dziecku. Co gorsza może wiązać się z poprawą zachowania szkraba tylko na chwilę.

Dlaczego system kar i nagród bywa zawodny i co zrobić, by się w nim nie zagubić wyjaśnia Marzena Kopta, trenerka rodzinna, która uczy rodziców, jak dogadać się z dzieckiem.

- Kara i nagroda są bardzo, bardzo skuteczne, ale do czasu. Nagroda, aby była motywująca, musi stale rosnąć. Inaczej traci swoje „magiczne” właściwości – mówi. Na poparcie tezy, daje proste przykłady: – Pierwsza piątka w szkole cieszy, ale dziesiąta czy dwudziesta? 5 zł od mamy na lizaka za posprzątanie pokoju jest super, ale za chwilę 5 zł już nie będzie motywować dziecka, bo będzie ono oczekiwało 10 zł. „Super synu” jest miłe, ale jeśli ciągle powtarzane, staje się puste i przez to traci swoją moc – twierdzi trenerka.

Nie tędy droga – błędne metody wychowawcze?

Zdaniem Marzeny Kopty kary mają „krótki termin przydatności”: – Możemy karać trzylatka i pięciolatka. Ale który pięciolatek przejmuje się karą? Stosowana co chwilę nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Dziecko odsiedzi swoje w kącie i będzie robić to samo – wyjaśnia i dodaje, że kara i nagroda to dwa końca tego samego sznurka: – Albo robimy coś (lub nie robimy), bo się boimy kary, albo biegniemy przed siebie, żeby złapać marchewkę, czyli nagrodę. I cała rzecz polega na tym, że często podążając za nagrodą lub uciekając przed karą, tracimy siebie. Przestajemy myśleć o sobie, swoich potrzebach. Nie zastanawiamy się, czy tego naprawdę chcemy. Widzimy tylko bat lub marchewkę.

Wyznacz granice

Najważniejszym zadaniem rodzica jest zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa i miłości. Pociecha musi czuć się w rodzinie ważna i akceptowana, musi wiedzieć, że rodzice traktują ją poważnie i z szacunkiem. A o tych wartościach można mówić tylko wtedy, gdy opiekunowie wyznaczają dziecku i sobie wyraźne granice, wskazują, co jest dobre, co wywołuje radość a co jest złe i krzywdzi. Jeśli dziecko postąpi niewłaściwie, trzeba z nim o tym porozmawiać. Spytać, dlaczego to zrobiło. Oceńmy konkretne zachowanie dziecka, to co stało się „tu i teraz” a nie osobę. Tylko wtedy, gdy damy szansę dziecku ocenić jego postępowanie, pomożemy wskazać przyczynę i skutek jego działań, nauczymy go wartościowania.

- Postawą, tonem głosu i wreszcie słowami możemy pokazać dziecku, gdzie są nasze granice. Autentycznością, która wynika z wartości. Dzieci chcą z nami współpracować, widzieć naszą radość, wiedzieć co czujemy, co jest dla nas ważne. Wtedy nie potrzeba kar, ważny jest kontakt. A on nie polega na pouczaniu, moralizowaniu, mówieniu „nie wolno, przestań, zostaw”. Tego nikt nie chce słuchać. Dorosły sobie na to pozwoli, a dziecko często nie ma wyjścia – musi to znosić. Dzieci szanują nas w takim stopniu, w jakim my szanujemy je. Jeśli się szanujemy, to nie potrzeba kar – mówi trenerka skutecznej komunikacji.

A co z nagrodami? Marzena Kopta radzi, by zamiast nich  wyrażać uznanie dla działań dziecka, doceniać jego wysiłek i nieustannie zwracać jego uwagę na to:

  • czy ono jest zadowolone z tego, co zrobiło?
  • czy podoba mu się to, co zrobiło?
  • Co sądzi o swoim zachowaniu?

Motywacja wewnętrzna dziecka

Istotne jest bowiem, by dziecko samo odczuło konsekwencje swojego zachowania. Ważne, by samo wskazywało motywy swoich działań. Tylko wtedy zrozumie, dlaczego dokonało konkretnego wyboru.  Takiego efektu nie uda się osiągnąć stosując system kar i nagród. Pociecha, która jest karana lub nagradzana, co gorsza karana zbyt surowo lub „rozpuszczana” nagrodą, traci motywację. Skupia się bowiem na tym, co otrzyma w zamian albo czego się boi. Trudno, by była zmotywowane wewnętrznie, jeśli stale robi coś lub czegoś nie zrobi, tylko dlatego, że jest motywowana zewnętrznie.

KOMENTARZE: 1

  1. Wszystko jest pięknie opisane przez Panią Trenerkę, ale jak się ma do konkretnych sytuacji? Może ta metoda się sprawdza u starszych dzieci, ale jak dwulatek przekracza granice wyznaczone przez rodziców pytanie go czy jest zadowolony z tego, co zrobiło mija się z celem… To prawda, że słowem dużo można i osobiście jestem przeciwna nagradzaniu dzieci pieniędzmi, słodyczami, zabawkami, ale granice trzeba wyznaczać bardzo wcześnie i się ich trzymać, a testujące rodziców dziecko czasami powinno postać minutę w koncie. Aby się uspokoić, nabrać dystansu do sytuacji, spróbować zrozumieć co zrobiło. I mimo, że w wieku dwóch lat nie zrozumie pełnego wymiaru sytuacji, z czasem zacznie.

Dodaj komentarz